Starówki Krakowa i Gdańska czy też mazurskie jeziora nie są już największą atrakcją dla zagranicznych gości. Przyjeżdżają do nas głównie na zakupy, do dentysty i by poddać się operacjom plastycznym.

Ze wstępnych szacunków Instytutu Turystyki wynika, że nasz kraj w ubiegłym roku odwiedziło 58 mln gości zagranicznych, czyli o 9 proc. więcej niż w roku 2009. Z tej liczby tylko 12,4 mln przyjechało do Polski w celach turystycznych.

– Sporo osób przyjeżdża do nas na zakupy. W przewodnikach izraelskich, włoskich czy hiszpańskich wymienia się polskie centra handlowe, w których towary znanych marek jak Zara czy Versace można kupić o jedną trzecią taniej niż w tych krajach – zauważa Krzysztof Łopaciński, wiceprezes Instytutu Turystyki.

Marta Drzewiecka, dyrektor marketingu katowickiego Silesia City Center, potwierdza spostrzeżenia Łopacińskiego. Mówi, że galerię odwiedza wielu Ukraińców, Niemców, Czechów, a nawet Włochów.

Popularna jest też turystyka medyczna. W zeszłym roku do Polski przyjechało się leczyć ponad 300 tys. osób. To o około 15 proc. więcej niż rok wcześniej. Koszt operacji plastycznej w Polsce, to 30 – 40 proc. ceny podobnego zabiegu w Skandynawii czy Wielkiej Brytanii. Zagraniczni goście przyjeżdżają też do nas na zabiegi ortopedyczne, stomatologiczne oraz z zakresu chirurgii naczyniowej (m.in. leczenie żylaków).

Jak wynika z informacji gdańskiego szpitala Swissmed, coraz więcej osób decyduje się też na bardzo kosztowne na Zachodzie chirurgiczne leczenie otyłości – przez operację by-passu żołądka lub wszycie balonu.


Zainteresowaniem cieszą się też nasze ośrodki sanatoryjne. Spory wpływ ma na to fakt, że coraz częściej podpisują z nimi umowy niemieckie kasy chorych. W efekcie z naszych kurortów skorzystało w zeszłym roku ponad 300 tys. zagranicznych pacjentów – 10 proc. więcej niż w 2009 r. Nasze sanatoria polubili też mieszkańcy Izraela.

– U nas była to najliczniejsza grupa zagranicznych gości. Mieliśmy ich 117, o 100 proc. więcej niż w 2009 r. – mówi Kamila Kasprzak z Zespołu Uzdrowisk Kłodzkich.

Jest też dobra informacja dla właścicieli restauracji, pubów i dyskotek. Powracają do Polski Brytyjczycy. W zeszłym roku przyjechało ich o 9 proc. więcej niż w 2009 roku.

Podobnie jest w przypadku Hiszpanów czy Włochów, którzy dotychczas wypoczywali przede wszystkich w rodzimych kurortach, a teraz podbijają Północną Europę. Z Włoch w zeszłym roku przyjechało do Polski ponad 260 tys. osób.

Największe wzrosty liczby odwiedzin notowane są jednak ze strony wschodnich sąsiadów. Z danych Instytutu Turystyki wynika, że Rosjan przyjechało ponad 1,1 mln – o 22 proc. więcej niż w 2009 r. (wtedy do Polski przyjechało o 6 proc. mniej Rosjan niż w 2008 roku.)

– Zaważył słaby złoty, który przyciągnął Rosjan nie tylko na wypoczynek do Polski, ale też na zakupy. Podobnie było w grupie turystów z Białorusi, Ukrainy czy ze Słowacji – tłumaczy Krzysztof Łopaciński, wiceprezes Instytutu Turystyki.

Zdaniem ekspertów w tym roku niewykluczony jest nawet dwucyfrowy wzrost liczby zagranicznych gości w Polsce. Przyczyni się do tego polska prezydencja w UE. Powinniśmy też wykorzystać problemy w Egipcie. To dla nas szansa na pozyskanie choćby części z dwóch milionów Rosjan, którzy do tej pory chętnie odwiedzali arabskie kurorty nad Morzem Czerwonym.