Z okazji premiery filmu dokumentalnego "Tony Halik" w reżyserii Marcina Borchardta rozmawialiśmy z Elżbietą Dzikowską o jej wspomnieniach dotyczących Toniego i tajemnicach, jakie przed nią skrywał.

Reklama

Anna Sobańda: Czy pamięta Pani, jakie wrażenie zrobił na pani Tony, kiedy w 1974 roku poleciała pani do jego domu w Meksyku, by zrobić z nim wywiad?

Elżbieta Dzikowska: Nie pojechałam wówczas do Toniego, tylko do Meksyku dokąd wysłały mnie „Kontynenty”. Dowiedział się o tej podróży R. Badowski i poprosił o zrobienie wywiadu z Tonim. Zadzwoniłam, ale go nie zastałam w domu. Zostawiłam swój telefon i mnie odnalazł. Był miłym człowiekiem o dużym poczuciu humoru, życzliwym dla Polski. To mnie ujęło.

Rok po tym spotkaniu Halik wywrócił swoje życie do góry nogami i przeniósł się dla Pani do Polski. Czy to była dla niego trudna decyzja?

Nie sądzę, że była to trudna decyzja. On kochał Polskę i może wróciłby tu i beze mnie. Ale ja mu tę decyzję ułatwiłam, bo nie chciałam mieszkać nigdzie za granicą. Więc jeśli ze mną – to tylko w Polsce.

Kiedy Tony wrócił do Polski był rok 1975. Był to pierwszy raz, kiedy zetknął się z realiami PRL-u. Jak odbierał panującą wówczas w Polsce atmosferę?

Tony był w Polsce wcześniej, z Nixonem. Wtedy go nie znałam. Starał się wszystko co polskie przedstawiać dobrze, był patriotą niezależnie od ustroju.

W filmie pada stwierdzenie, że Tony szanował każdą władzę. Jakie było jego podejście do władz PRL?

Kochał Polskę, nie PRL.

Tony Halik / PAP Archiwum / Janusz Uklejewski

Z filmu dowiadujemy się, że w wynajmowanym przez Tony’ego apartamencie hotelowym stworzyliście coś w rodzaju salonu polityczno – kulturalnego. Kogo gościliście na swoich przyjęciach?

Ja nie bywałam w apartamencie hotelowym na tych spotkaniach. A w domu przyjmowaliśmy tylko przyjaciół.

Po śmierci Toniego znalazła Pani kopertę. Co w niej było?

Znalazłam kopertę po śmierci Toniego, nie zniszczyłam jej i zapomniałam o niej do czasu, kiedy zaczęły się pojawiać przypuszczenia o Tonim w Wehrmachcie. Odnalazłam kopertę i otworzyłam. Były w niej przede wszystkim listy przywódców francuskiego ruchu oporu gratulujące Toniemu dzielności. Była lista dezerterów z Wehrmachtu, polskich, którzy uciekli razem z Tonim. Poza tym świadectwo ślubu z Pierette i metryka urodzenia. Przekazałam te dokumenty wraz z kopertą do Muzeum Podróżników im. Toniego Halika w Toruniu.

Jak Pani sądzi, dlaczego Tony miał taki problem z tym, że w 1945 roku służył w Luftwaffe? Przecież kiedy tylko nadarzyła się okazja, zdezerterował i przystąpił do francuskiego ruchu oporu. Tony sam nie był pogodzony z tą częścią swojej przeszłości, czy bał się reakcji opinii społecznej?

Reklama

Bardzo mnie chronił przed wszystkimi, którzy mogli mnie poinformować o jego niemieckiej karcie. Znał mój stosunek do Niemców – zabili mi ojca, wuja, nie chciałam mówić po niemiecku, bał się mojej reakcji. A w Luftwaffe nie mógł latać, bo nie był wtedy pilotem.

W filmie mówi Pani, że jeszcze bardziej niż tego, że był w niemieckiej armii, Tony bał się pani przyznać, że był tajnym współpracownikiem SB. Dlaczego?

Tego Tony bał się chyba jeszcze bardziej, bo ja siedziałam w więzieniu za udział w organizacji antykomunistycznej, znał moje przekonania, nie chciałam w stanie wojennym występować w telewizji, był w programach sam. Zależało mu na mnie, więc się nie przyznawał, a ja go o to nie podejrzewałam.

Czy miała Pani do niego żal, że zataił przed Panią te informacje?

Rozumiem go, było mu na pewno z tym ciężko, ale chronił mnie i nie chciał stracić.

Po jego śmierci odszukała Pani w IPN jego teczkę. O czym informował SB jako agent?

Dowiedziałam się w IPN, że miał informować o stosunkach handlowych Meksyku z Chinami! Bzdura. On nie miał o tym pojęcia, więc nic dziwnego, że się go pozbyli. Biedny Tony....

Pod koniec filmu mówi Pani: „Jako podróżnik Tony chciał umrzeć w podróży, ale ja nie stanęłam na wysokości zadania” – gdzie planował odbyć ostatnią podróż?

Chciał lecieć do Indonezji, bo tam jeszcze nie był. Nie miałam odwagi z nim tam pojechać, był już chory. Sama później zwiedziłam Indonezję. Myśląc o Tonim. Był wspaniałym facetem. Kochał życie i żył jak chciał.

30 września 2020 roku, na kilka miesięcy przed stuleciem urodzin wielkiego podróżnika, operatora i dziennikarza w jednej osobie, do kin wchodzi film dokumentalny „Tony Halik” w reżyserii Marcina Borchardta. Obraz powstał wyłącznie z materiałów archiwalnych. Ich znaczna część pochodzi z prywatnego archiwum Toniego Halika i Elżbiety Dzikowskiej oraz z archiwów Telewizji Polskiej i Filmoteki Narodowej. Wiele z nich nie było nigdy dotąd publikowanych. Film wyprodukowało gdyńskie studio Furia Film.