Agnieszka i Marcin Piotrowscy przyjechali do hotelu Velaves z trójką dzieci - Natalią, Weroniką i Benedyktem. Fantastyczną ofertę wypoczynku nad morzem znaleźli przez internet.

Reklama

"Zdjęcia hotelu były interesujące. Oferta wydawała nam się bardzo obiecująca" - wspomina w "Fakcie" rozżalona pani Agnieszka. "Ale kiedy przyjechaliśmy na miejsce, zrozumieliśmy, że to bujda. Zamiast luksusów, które były w ofercie hotelu, zastaliśmy prowizoryczną recepcję, niewykończone pokoje, tabuny robotników bez przerwy hałasujących wiertarkami i tumany kurzu. Słowem plac budowy" - tłumaczy bulwarówce oburzona pani Agnieszka.

O restauracji, kawiarni i basenie państwo Piotrowcy mogli zapomnieć. "Nawet nie mieliśmy gdzie zagrzać obiadu dzieciom" - dodaje pan Marcin.

Goście, którzy na długi majowy weekend przyjechali tu z całej Polski, przecierali oczy ze zdumienia. Kilkadziesiąt osób koczowało przed hotelem kilka godzin, podczas gdy obsługa w pośpiechu porządkowała remontowane pokoje - ujawnia "Fakt".

W ten sposób wyprowadzonych w pole zostało ponad 50 osób z całej Polski. Ludzie wpłacili około 400 złotych zaliczki od osoby za cztery dni pobytu. Ale na zwrot pieniędzy nie mają co liczyć. Właściciel ośrodka nie ma sobie nic do zarzucenia - oburza się bulwarówka

"Goście są zadowoleni, nie wiem, o co wam chodzi" - twierdził Dariusz G., właściciel ośrodka, gdy "Fakt" poprosił go o wyjaśnienia. Oszukani wczasowicze zgłosili sprawę na policji. Zamierzają także zawiadomić prokuratora. A Władysławowo będą od tej pory omijać szerokim łukiem - komentuje "Fakt".