W piątek około godziny 8.30 czasu lokalnego Adam Bielecki i Janusz Gołąb dokonali pierwszego zimowego wejścia na Gasherbrum I (8068 m n.p.m.) w Karakorum. Polacy nie mają jednak czasu na świętowanie sukcesu, ponieważ w bazie trwa nerwowe oczekiwanie na powrót zespołu międzynarodowego (Szwajcar Cedric Hahlen, Austriak Gerfried Goschl i Pakistańczyk Nisar Hussaina), który w tym samym czasie, ale inną drogą wchodził na szczyt.

Reklama

Każda z tych wypraw działała na swoje konto. To trochę tak jakby na jednej ulicy jeden kierowca miał wypadek, a drugi nie - nie należy szukać konotacji, choć oczywiście obecnie Polacy stanowią wsparcie i czekają w bazie na zaginionych. Trudno rokować, co będzie dalej. Doniesienia nie są optymistyczne. Ale strasznie bym nie chciała, żeby to się rzuciło jakimkolwiek cieniem na wyprawę Artura Hajzera, ponieważ to jest wielki sukces dla Polski, a Adam Bielecki i Janusz Gołąb to nasi nowi bohaterowie narodowi - powiedziała Martyna Wojciechowska.

Nie jestem specjalistką od wspinaczki zimowej, ale uważam, że Polacy weszli w dobrym, obowiązującym dzisiaj stylu. Gdybyśmy porównali sukces Leszka Cichego i Krzysztofa Wielickiego na Evereście w 1980 roku i to, co zrobili Adam Bielecki i Janusz Gołąb - to są to zupełnie inne pomysły na zdobywanie zimą ośmiotysięczników. Na Gasherbrumie I stanął mały, dynamiczny zespół, w dodatku złożony z "młodych gniewnych". To bardzo wyczekiwany sukces, zwłaszcza że od jakiegoś czasu krążyły różne głosy na temat Polskiego Himalaizmu Zimowego - powiedziała Martyna Wojciechowska.

Najwięcej krytyki spadło na Artura Hajzera po wyprawie na Makalu w 2011 roku, która także odbywała się w ramach programu Polski Himalaizm Zimowy 2010-2015. Zarzucano himalaiście, że naraża młodych, niedoświadczonych wspinaczy na ryzyko.

Artur Hajzer udowodnił teraz, że jest najlepszym kierownikiem wypraw i faktycznie ma pomysł na prowadzenie pięcioletniego dużego projektu, który polega na wyłanianiu młodych wspinaczy i dawaniu im szans. Dziś nie mamy takiego pokolenia wspinaczy, jak to było w latach 80., więc Hajzer zrobił superrobotę. To nie tylko wizjoner, ale także świetny menedżer. I niech nikt się nie łudzi, że przynosi mu to pieniądze, bo on je zwyczajnie musi dokładać z własnej kieszeni. Bez Artura Hajzera dzisiaj polski himalaizm zimowy nie istnieje. Po zawadzie to jedyny taki organizator i kierownik wypraw, jakiego mieliśmy w Polsce. Jeśli straci serce do zimowego himalaizmu, to już nic nie zdziałamy - powiedziała Martyna Wojciechowska.

Zobacz relację Polaków z wejścia na Gasherbrum:

Reklama

http://youtu.be/ZEuk3lO4H1k

Przypomnijmy sobie, ile było po drodze nieudanych wypraw, ile głosów kwestionujących, czy to w ogóle ma sens i czy Karakorum to miejsce do wspinania. Tymczasem chłopaki zdobyły Gasherbrum I w superstylu i bez ponoszenia ogromnych ofiar. Mam wrażenie, że jak na wspinaczkę zimową w tak małym zespole ten sukces był dla nich relatywnie łatwy. Przypomnijmy sobie narodową wyprawę na K2, w stylu oblężniczym. Wtedy mówiło się, że dzisiaj trzeba się wspinać na lekko i na szybko. A najlepszym tego przykładem są Simone Moro i Denis Urubko. A gdy i Polacy pojechali małą, dynamiczną ekipą, podniosły się głosy, że za mało ludzi, za mało zabezpieczenia, gdzie jest lekarz. My po prostu lubimy narzekać - dodała podróżniczka.