– W ubiegłym roku za bilet trzeba było zapłacić średnio 441,5 zł, w tym jest to już 637,6 zł – wylicza Łukasz Neska z eSky.pl. Tymczasem za bilet kupowany od regularnych przewoźników trzeba zapłacić tyle, ile w zeszłym roku, czyli średnio 1385 zł.

Jak tłumaczy Marek Slawatyniec, dyrektor generalny agencji Aviareps, tanie linie są bardziej wrażliwe na podwyżki cen paliw. A z tymi rynek walczy od czasu wybuchu zamieszek w Afryce Północnej w grudniu ubiegłego roku. – Do tego mała konkurencja na rynku polskim skłania do podnoszenia cen, gdy jest ku temu okazja – dodaje Slawatyniec.

W efekcie różnica w cenie biletów u tanich i regularnych przewoźników bardzo się zmniejszyła. Podróżując samolotem do Wielkiej Brytanii, za bilet w obie strony u przewoźnika low cost zapłacimy średnio 640,66 zł, podczas gdy u regularnego 923,13 zł. W przypadku Francji ceny wynoszą odpowiednio 570,77 zł i 800,36 zł. Im bardziej na południe, tym różnica w cenie jest jeszcze mniejsza. Do Włoch tanimi liniami polecimy za 604,58 zł, a regularnymi za 722,36 zł. – Wyraźnie widać, że ceny ulegają spłaszczeniu. Zwłaszcza gdy doliczymy do nich jeszcze opłaty za odprawę na lotnisku czy transfer na miejscu, które zwykły pobierać tanie linie – kwituje Neska.