Reklama

W ten sposób Egipcjanie zmieniają swoją odważną decyzję. Od 1 lipca 2020 r. Egipt bowiem, jako jedno z pierwszych państw na świecie, zniósł obostrzenia dotyczące wykonywania lotów. Egipskie ministerstwo turystyki poinformowało, że od tego czasu do Egiptu przybyło około 100 tys. turystów. Egipskim słońcem cieszyły się osoby przybywające głównie z Ukrainy, Białorusi, Szwajcarii, Serbii i Węgier. Polacy długo czekali na zniesienie zakazu lotów do tego północnoafrykańskiego kraju. W połowie sierpnia polski rząd zezwolił wreszcie na wznowienie połączeń, a strona egipska poinformowała, że osoby przybywające do kraju, do stricte turystycznych regionów takich jak Hurghada, Sharm El Sheik czy Marsa Alam, nie muszą posiadać negatywnego wyniku testu na COVID-19.

Zniesienie obostrzeń nie wiąże się jednak z tym, że już kolejnego dnia samoloty wylecą. Trzeba bowiem jeszcze wypełnić maszyny pasażerami. Ruszyła więc sprzedaż miejsc przez biura podróży, do pracy wzięła się również branża lotnicza. Wiele wskazuje jednak na to, że pojawią się nowe kłopoty.

Wczoraj premier Egiptu Moustafa Madbouly zapowiedział, że od początku września wszyscy przybywający do kraju będą zobowiązani do przedstawienia negatywnego wyniku testu na COVID-19. Ważność testu-przepustki ma wynosić 72 godziny. Nie będzie wyjątków. Wszystko ze względu na wzrost liczby zakażeń koronawirusem na świecie.

I choć spełnienie wymogu nie jest dla polskich turystów niemożliwe, to komplikuje sprawę. Do kosztów wyjazdu czteroosobowa rodzina musi doliczyć bowiem ok. 2000 złotych, gdyż test PCR na COVID-19 to w Polsce koszt 400-500 złotych.

Przedstawiciele rodzimej branży turystycznej nie kryją przerażenia. Dla wielu firm pełne otwarcie granic z egipskimi kurortami było nadzieją na przetrwanie biznesu. Same wyjazdy do Egiptu zaczynały się cieszyć zaś sporą popularnością m.in. ze względu na niewysokie koszty.

W ostatnim tygodniu Sejm uchwalił tzw. tarczę turystyczną, która ma pomóc branży. Ograniczenie lotów do Egiptu jest dla wielu firm ciosem o wiele większym niżeli korzyści płynące z nowej tarczy – mówi przedstawiciel jednego z największych biur podróży.

Przypomnijmy, rozwiązanie przyjęte przez Sejm pochłonie ok. 850 mln zł z budżetu państwa. Kluczowa kwestia to ustawowe zwolnienie z obowiązku opłacania składek na ubezpieczenia społeczne, zdrowotne oraz właściwe fundusze od początku czerwca do końca sierpnia 2020 r. O tym, czy danej firmie będzie przysługiwało zwolnienie, zdecyduje PKD. Uznano, że właśnie to kryterium najlepiej pozwoli oddzielić branżę turystyczną od innych.

Postanowiono też stworzyć turystyczny fundusz zwrotów. Chodzi o to, że biura podróży, zmuszone do odwołania wyjazdów, chętnie przyznawały swoim klientom vouchery na przyszłe wakacje, zamiast zwracać pieniądze. Szkopuł w tym, że na takie rozwiązanie musi zgodzić się klient. Wielu zaś się nie zgadza. I powstał kłopot, bo część biur nie dysponuje pieniędzmi na zwroty. Postanowiono więc, że środki zostaną wypłacone ze specfunduszu będącego wyodrębnionym rachunkiem w Banku Gospodarstwa Krajowego. Aby klient biura podróży otrzymał pieniądze od państwa, zarówno przedsiębiorca, jak i nabywca niezrealizowanego wyjazdu będą musieli złożyć stosowne wnioski do Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego.