Od czerwca do końca października turyści mogli swobodnie przechodzić w Tatrach z jednej strony granicy na drugą. Wyjątkiem były dwa miejsca, gdzie ruchu turystycznego w ogóle nie dopuszczono - na Tomanowej Przełęczy i na Bobrowieckiej Przełęczy w Tatrach Zachodnich. Ale teraz zakaz rozciągnięto na pozostałe szlaki - pisze "Gazeta Wyborcza".

Reklama

Słowacy tłumaczą, że strefa Schengen nie obowiązuje tam, gdzie w grę wchodzi ochrona przyrody. A podobno właśnie z tego powodu opuścili w Tatrach szlaban graniczny. Zarządzenie ma obowiązywać do 15 czerwca 2009 roku.

Kto złamie wprowadzone przez Słowaków przepisy, musi się liczyć z karą. "Kto zostanie złapany na przekraczaniu granicy w Tatrach, zapłaci mandat dwóch tysięcy koron, czyli około 220 złotych" - ostrzega Marian Sturcel, wiceszef słowackich lasów państwowych Tatrzańskiego Parku Narodowego.

O co w tym wszystkim tak naprawdę chodzi? Słowacja najwyraźniej chce zmienić swój wizerunek kraju niedbającego o ekologię. Ostatnio Międzynarodowa Unia Ochrony Przyrody (IUCN) - największa na świecie organizacja chroniąca przyrodę - zagroziła, że odbierze Słowakom prawo do posługiwania się nazwą "park narodowy" w stosunku do Tatr. IUCN mocno rozzłościły plany budowy nowych ośrodków narciarskich w słowackich Tatrach.