: Mówiąc najogólniej po to, by mogły odpocząć.
Zależy, ile dziecko ma lat. Rzecz w tym, by w czasie ferii dziecko robiło coś, czego nie robiło w miesiącach roku szkolnego. Wiadomo, że inność kapitalnie sprzyja regeneracji sił. Warto
więc zadbać o różnorodność form relaksu. Nie jest dobrze, gdy na przykład przez dwa tygodnie dziecko tylko jeździ na łyżwach. Trzeba by dla niego wykroić czas na przechadzki, wycieczki do
muzeów i na wystawy, czyli na rozrywkę o charakterze poznawczym.
Zamiast wyjazdu w Alpy może być spacer na miejscową górkę. Ważny jest element zmiany. Dobrze, gdy dziecko zmienia otoczenie, rusza się. Wyjazd bowiem działa mobilizująco na ludzi. Zamiast
gnuśnieć do południa w łóżku, wstajemy wcześniej i cieszymy się dniem. Dla dziecka wyjazd, nawet z Warszawy do Grójca, to zawsze swego rodzaju kop rozwojowy. Nowe miejsca, nowi ludzie
często przekładają się na początek nowych zainteresowań.
W tym czasie wiele miast organizuje specjalne darmowe zajęcia, spektakle, imprezy dla dzieci, z których nader często nie korzystamy. A szkoda - bo mam wrażenie, że z roku na rok oferta jest
bogatsza. Byłoby nie od rzeczy, gdyby w czasie wolnym dziecka rodzic także wziął sobie w pracy kilka dni wolnego i spędził je z synem, córką. Tylko pamiętajmy, że ma to być nie wspólne
sprzątanie domu, tylko coś, co sprawi dziecku przyjemność.
Na to bym nie pozwalała. To powód do zmartwienia. Komputer jest dobry na pół godziny dziennie, nie na więcej.
Cóż? Dla dziecka może to być pewnie dobra lekcja prawdy o życiu. Nikt nigdy nie powiedział, że świat jest sprawiedliwy. A dla rodzica może to być czas do namysłu nad tym, co w wychowaniu
potomka poszło nie tak, skoro czuje się gorszy tylko dlatego, że miał ferie w mieście, a nie w Alpach.
p
, psycholog dziecięcy z Wydziału Pedagogicznego Uniwersytetu Warszawskiego