Dziennik Gazeta Prawana logo

Turystyczny potentat dmucha na zimne. "Musimy się zabezpieczyć"

6 listopada 2011, 15:30
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Turystyczny potentat dmucha na zimne. "Musimy się zabezpieczyć"
Shutterstock
Niemiecki koncern turystyczny TUI zażądał od greckich hotelarzy podpisania nowych umów, które regulowałyby także wzajemne rozliczenia w wypadku opuszczenia przez Grecję strefy euro i powrotu do drachmy - podał w weekend dziennik "Bild".

W piśmie, wysłanym do właścicieli greckich hoteli, niemiecka spółka domaga się, aby w przypadku, gdy euro przestanie być walutą Grecji, TUI miała prawo do dokonania opłat w nowej walucie według pierwszego kursu wymiany ustalonego przez rząd. Wprowadzając taki zapis do umów z hotelami, TUI chciałoby zabezpieczyć się przed skutkami deprecjacji greckiej waluty w przypadku opuszczenia przed ten kraj strefy euro.

"Musimy się zabezpieczyć przed takim ryzykiem walutowym. Możliwość opuszczenia przez Grecję strefy euro jest więcej niż teoretyczna" - powiedział "Bildowi" rzecznik TUI Robin Zimmermann.

Jak pisze niemiecka gazeta, właściciele greckich hoteli są oburzeni pismem TUI. "Wielu hotelarzy w Grecji otrzymało żądania TUI, ale żaden go nie podpisze. Zwróciliśmy się też do greckiego ministerstwa turystyki. TUI nie ma prawa wywierać presji na hotelarzy, by coś takiego podpisali" - powiedział prezes greckiej federacji turystyki Andreas Andreadis.

Tymczasem zdaniem większości mieszkańców Niemiec Grecja nie da rady pozostać przy wspólnej europejskiej walucie. Z sondażu ośrodka Emnid dla tygodnika "Focus" wynika, że 68 proc. respondentów nie wierzy, iż Grecja ma przyszłość w eurolandzie. Tylko 27 proc. uważa, że kraj ten pozostanie w strefie euro.

Podobne rezultaty przyniósł sondaż, opublikowany w niedzielę przez gazetę "Bild am Sonntag": w ocenie 63 proc. respondentów Grecja nie ma szans na pozostanie przy euro, a przeciwnego zdania jest 32 proc.

Prezes niemieckiego instytutu badań nad gospodarką Ifo, Hans-Werner Sinn, zaleca Grecji wystąpienie ze strefy euro i ponowne wprowadzenie drachmy. W wywiadzie z tygodnikiem "Der Spiegel" Sinn ocenił, że pozostając przy euro, Grecja nigdy nie wróci na ścieżkę wzrostu gospodarczego. "To, co politycy nazywają ratowaniem Grecji, w rzeczywistości nie ratuje tego kraju" - ocenił.

Zdaniem Sinna zmiana waluty wymagałaby zamknięcia greckich banków na tydzień i przestawienia wszystkich kont bankowych, bilansów oraz zadłużenia państwa na drachmę. Potem nastąpiłaby dewaluacja drachmy, aby Grecja mogła odzyskać konkurencyjną pozycję.

Monachijski ekspert uważa, że szkody dla strefy euro pozostałyby ograniczone. "Byłaby to lokalna burze, po której wyszłoby słońce" - ocenił.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj