Bukareszt – miasto orientalne, swojskie, oryginalne

XIX-wieczny podróżnik, który dziwnym trafem zbłądził w region Wołoszczyzny, miał szansę zobaczyć niezwykle malowniczą panoramę Bukaresztu. Nad pobielane domy i wielkie kasztanowce wyrastało ponad 130 cerkwi. Miasto kusiło tajemniczym klimatem niczym z baśni i niezwykłościami Wschodu, odległej niegdyś krainy. Opisy zostawione przez podróżników były dość podobne – dotyczące Damaszku czy Jerozolimy. Bukareszt był jednak inny – kulturowo przynależał do Europy, ale znajdował się w obszarze ekspansji Imperium Osmańskiego.

Bukareszt oglądany oczami człowieka Zachodu

Bukareszt z bliska rozczarowywał. „Morze rubinów”, „orientalny ogród” okazywały się złudzeniem. Miasto, mimo że XIX wieku szybko się rozwijało, było głęboką prowincją. Obiecywało bogactwo, tajemniczą atmosferę, lecz na miejscu widać było jak nowoczesne inwestycje kontrastują z tradycyjnym stylem życia i brakiem przywiązania do wielkomiejskich mód. Niektórzy pokochali Bukareszt za to zdroworozsądkowe życie mieszkańców, inni oburzali się na „barbarzyństwo”. Niemniej jednak mieszkało w Bukareszcie wielu, którzy chcieli uczynić z niego miasto porównywalne do Wiednia i jeszcze bardziej odległego Paryża.

Bukareszt – niezwykły „Paryż Wschodu”

Bukareszt budził sympatię turystów z lat międzywojennych, gdyż był barwny, pełny życia i oryginalnej kultury. Wszystko to składało się na jego rosnącą atrakcyjność, choć pojawiały się też głosy wykpiwające to porównanie ze Stolicą Świata, za jaką wtedy uchodził Paryż. Niemniej jednak rozwój przemysłu i infrastruktury komunikacyjnej sprawił, że do Bukaresztu przyjeżdżali ludzie z całego regionu a nawet dalszych zakątków Europy i z Bliskiego Wschodu. Był więc miastem dość kosmopolitycznym, barwnym i ciekawym.
W historii miasta widać pewien paradoks, a może powinno się to nazwać samospełniającą się przepowiednię. Paryżem Wschodu nazywano je z racji atmosfery, ale za czasów Ceausescu faktycznie realizowano inwestycje wzorowane na Paryżu – np. Bulevardul Unirii, dłuższe od słynnych Pól Elizejskich czy rumuński Łuk Tryumfalny.

Bukareszt – od Stambułu do Stanów Zjednoczonych

Bukareszt przez wiele lat rozwijał się w ramach Imperium Osmańskiego. Stąd nigdy nie miał tak ścisłego centrum jak większość miast Europy Zachodniej. Charakterystyczne były rozległe targowiska. Opisy z tamtego okresu wskazują na to, że Bukareszt był miastem w znacznej części zaimprowizowanym, ale miejscami urzekającym.
Potem przyszedł czas westernizacji. Budowano jak w Wiedniu, jak w Paryżu. Lata międzywojenne szybko minęły, a po II wojnie światowej Bukareszt znalazł się w radzieckiej strefie wpływów. Nie było lekko, zwłaszcza, że w ’44 miasto zostało zbombardowane. Po dojściu do władzy Nicolae Ceauşescu podporządkował sobie nie tylko naród, ale i miasto. Żeby udowodnić wszystkim, jaki wielkim krajem jest Rumunia postanowił zrobić to, co każdy władca – postawił sobie pałac. Możliwie największy. Do dziś jedynym większym budynkiem jest stojący w Waszyngtonie Pentagon.

Pałac Ludu został wybudowany z materiałów w 100% rumuńskich i siłami narodu. Pracowali przy nim m.in. dawni pracownicy naukowi, zdegradowani po dojściu do władzy komunistów. Splendor tego miejsca jest nieproporcjonalny do biedy w jaką popadł kraj, który jeszcze przed wojną był 7. co do wielkości dostawcą ropy światowej na świecie. Może i Rumuni nie mogli pozwolić sobie na telewizory, ale za oknem widzieli pałac, jakiego w Europie nikt nie miał ani w Moskwie, ani nawet po drugiej stronie Żelaznej Kurtyny. Budynkiem, już po roku ’89 zainteresowany był sam Donald Trump – chciał urządzić w nim luksusowe kasyno. Tak się jednak nie stało i Pałac Ludu stał się siedzibą parlamentu i innych instytucji państwowych.

Trudna miłość do Bukaresztu

Bukareszt raczej nie trafi na listy hitów turystycznych, jednak trudno go nie pokochać za niezłomność, z jaką trwają w nim różne epoki. To miasto w którym wszystko może się zdarzyć, więc znajdziecie tam miejsca tak piękne, że aż trudno w to uwierzyć. A pozostałe, które obecnie nie wpisują się w kanon „urody” miejskiej, są śladem burzliwej historii.
Pozostają też względy praktyczne, które sprawiają, że Bukareszt warto odwiedzić. Łatwo tam się dostać – bilety lotnicze do Bukaresztu  to koszt, który może się zamknąć w 250 zł za lot w 2 strony (dane Fru.pl_; łatwo tam mieszkać – hotele są we wszystkich standardach i pułapach cenowych, rozwija się couchsurfing; łatwo nawiązywać tam nowe znajomości i kontakty – Rumuni są fantastycznie gościnni i mają ciekawe historie do opowiedzenia o sobie i Bukareszcie.