Anna Sobańda: Jaki miałaś plan zawodowy, kiedy przeprowadziłaś się z mężem do Nowego Jorku?

Magda Muszyńska - Chafizt: Ponieważ w Polsce pracowałam w bankowości, w dodatku w amerykańskim banku, byłam pewna, że i tam znajdę zatrudnienie w tej branży. Przygotowywałam się na to, że start może zająć mi trochę czasu, bo nie mam dyplomu amerykańskiej uczelni, ale byłam przekonana, że mi się uda. Rzeczywistości zupełnie to zweryfikowała.

W jaki sposób?

Przede wszystkim w taki, że przyjechałam w najgorszym z możliwych momentów, czyli w trakcie kryzysu finansowego, kiedy nikt nie zatrudniał nowych pracowników. Po drugie zupełnie nie miałam świadomości tego, jak bardzo Stany różnią się od Polski

Co masz na myśli?

Choćby to, że moje CV zupełnie nie nadawało się do rozsyłania do nowojorskich pracodawców. Począwszy od tego, że podawałam w nim datę urodzenia, czego w Stanach w ogóle nie można robić, poprzez sposób, w jaki pisałam o swoim doświadczeniu. W Polsce wystarczyło, że napisałam, iż pracowałam jako doradca prezesa do spraw finansowych Telekomunikacji Polskiej. W amerykańskim CV musiałam to zmienić na: pracowałam jako doradca prezesa do spraw finansowych TP i w tym czasie kurs spółki wzrósł o 100%. Amerykanie są bardzo marketingowi, świetnie sprzedają swoje umiejętności i sama funkcja niewiele znaczy. W CV muszą być podane cyfry, nasze osiągnięcia
W Polsce dobrze widziane jest, kiedy powiemy, że mój zespół coś osiągnął, w Stanach musi być „ja”.

Jak postrzegany jest staż pracy?

Amerykanie nie przywiązują dużej wagi do stażu pracy w danym miejscu. W Polsce dobrze widziane jest, jeśli ktoś pracował w danej firmie przez dłuższy czas, tam nie ma to znaczenia. Amerykanie są bardzo mobilni, dobrze widziane są zmiany, nawet bardzo radykalne. Oni mają też inne podejście do ryzyka. Jeśli ktoś popełnił błąd, powinęła mu się noga, w Polsce odbierane to jest jako porażka. W Stanach zaś jest informacją, że się czegoś nauczył, zdobył doświadczenie. Prezydent Trump jest dobrym przykładem tego podejścia. Ma w swoim CV kilka bankructw, ale dla Amerykanów to plus, bo się po nich podniósł i mimo to odniósł sukces.

W jaki sposób szuka się pracy w Nowym Jorku?

Ogłoszenia oczywiście funkcjonują, ale w Stanach bardzo ważne są znajomości, tak zwany networking. Taką sieć zawodowych kontaktów Amerykanie zaczynają tworzyć już na etapie szkoły średniej, dlatego tak dużą wagę przywiązują do prywatnych szkół. Od poziomu edukacji, ważniejsze są kontakty, które dziecko tam nawiąże. Pracę znajduję się najczęściej po znajomości i nie ma w tym niczego niestosownego. Amerykanie uważają, że pomagają obydwu stronom, bo jednej załatwiają pracę, a drugiej dobrego pracownika.

Czy imigrantom łatwo jest znaleźć dobrą pracę na nowojorskim rynku?

Czasem się udaje, ale jest to proces dość kosztowny i długotrwały, bowiem pracodawca musi udowodnić, że nie może znaleźć pracownika z podobnymi kwalifikacjami na rynku amerykańskim. W ostatnim czasie ta polityka zatrudniania imigrantów jeszcze bardziej się zaostrza

Amerykańska kultura pracy różni się od naszej?

Zdecydowanie. Oni mają mocno zakorzeniony kult pracy. Kiedy przeprowadziłam się do Nowego Jorku byłam w szoku, kiedy okazało się, że 70% Amerykanów ma tylko 10 dni urlopu. Prawo federalne w ogóle zaś nie nakazuje pracodawcy przyznania pracownikowi urlopu. To się trochę zmienia, bowiem dla nowego pokolenia urlop staje się coraz ważniejszy. Moi znajomi, którzy pracują dla europejskich korporacji mają 17 dni urlopu i to uznawane jest za świetną sytuację. W dodatku nie jest przyjęte, by ten urlop brać w ciągu. Kiedy pierwszy raz chcieliśmy pojechać z mężem na Hawaje i poprosiliśmy o 2 tygodnie urlopu, szef Robbiego odparł, że „to nie leniwa Europa”. U nich zazwyczaj bierze się tydzień wakacji latem i tydzień zimą. Praca po godzinach to standard, nikt się tam przeciwko temu nie buntuje.

A jak wyglądają kwestie urlopu macierzyńskiego?

Tylko firmy, które zatrudniają więcej niż 50 pracowników, mają obowiązek udzielenia 3 miesięcy urlopu macierzyńskiego. Ponieważ jest to urlop bezpłatny, nie każda kobieta może sobie na niego pozwolić.

Jaka jest kondycja nowojorskiego rynku pracy?

Robbie (mąż Magdy): Obecnie rynek pracy jest w dobrej kondycji, ale wciąż jest ogromna konkurencja. Zwykle ludzie, którzy przyjeżdżają do Nowego Jorku są najlepsi w swojej branży, więc musisz konkurować z wieloma osobami o świetnych kompetencjach. Trendem, który w ostatnim czasie zdominował rynek są start upy. Bardzo wielu nowojorczyków zaczyna własne biznesy, czasem zupełnie zmieniając branżę. Kiedyś, jeśli ktoś zmieniał pracę po roku, znajomi pytali „Co z tobą nie tak?”. Dziś jeśli ktoś jest w danym miejscu pracy dwa lata, pytają „Co z tobą nie tak?”. Ludzie obsesyjnie wręcz zmieniają nie tylko miejsca pracy, ale kariery. Co ciekawe, kiedy ktoś zaczyna taki biznes, mówi, że od dziś tym właśnie się zajmuje i wszyscy przyjmują to jako coś oczywistego.

Magda: Janusz Głowacki kiedyś powiedział: „u nas w Ameryce jest jak w domu wariatów, każdy może wymyślić sobie kim jest”. I to naprawdę tak działa.

W jakim kontekście mówi się obecnie w Nowy Jorku o Polsce?

W ostatnim czasie media dużo pisały o bananie i o tęczy. Sporo mówiło się też o filmie dokumentalnym dotyczącym pedofilii w Kościele, ale to nie szokowało jakoś bardzo, bowiem Amerykanie mają dokładnie ten sam problem. Generalnie jednak skończyły się na przykład kawały o Polakach, które jakiś czas temu były bardzo popularne. Co ciekawe, mój mąż był kiedyś przekonany, że słowo „Polak” ma negatywne znaczenie i jest czymś w rodzaju wyzwiska. Teraz jednak przestało się tego używać w takim kontekście.

Jak to się stało, że zostałaś licencjonowanym przewodnikiem po Nowym Jorku?

Pisałam blog o Nowym Jorku, kiedyś jeden z czytelników zapytał, czy nie mogłabym go oprowadzić. Tak mi się to spodobało, że zaczęłam oprowadzać czytelników w czasie weekendów. Na początku nielegalnie, bez licencji. A później zdałam egzamin na przewodnika, a nawet otrzymałam złotą gwiazdkę od miasta za dużą wiedzę o mieście.
W Nowym Jorku nie można oprowadzać grup bez specjalnej licencji wydanej przez miasto – grożą za to kary i nieprzyjemności dla przewodnika i zwiedzających.

Zostawiłam pracę w korporacji i opowiadanie o Nowym Jorku i Ameryce stało się moim pełnoetatowym zajęciem – oprowadzam wycieczki, piszę artykuły i książki. Opublikowałam teraz najnowsze wydanie przewodnika „Z Nowym Jorkiem na NY” i piszę kolejną książkę.

Jakby ktoś kilka lat temu powiedział mi że zostawię finanse i będę robić coś zupełni innego to pomyślałabym że zwariował.

Czy Nowy Jork można zwiedzić mając niewielki budżet?

Jest coraz trudniej, ponieważ ceny rosną w zatrważającym tempie. Od 2008 roku ceny nieruchomości w całym Nowym Jorku wzrosły średnio o 100%, a są miejsca, gdzie ten wzrost był prawie trzykrotny. To oczywiście przekłada się na ceny noclegów. Nawet w hostelach, za łóżko w wieloosobowym pokoju, zapłacimy od 40 do 60 dolarów.

Są jakieś patenty na w miarę niedrogi nocleg?

Jednym ze sposobów jest wynajęcie mieszkania gdzieś dalej, poza Manhattanem, na dalszym Brooklynie, Queensie lub w New Jersey. Staten Island też jest tańsze, ponieważ połączone jest z Manhattanem tylko promem. Wynajmując hotel pamiętajmy, że jakość tych obiektów jest nieco inna, 4-gwiazdki w Nowym Jorku, to jak 3 gwiazdki w Europie. Należy pamiętać także, że cena, jaką widzimy w serwisach blokingowych, podawana jest bez podatku. Trzeba więc doliczyć do niej 14.75 procent. Koszt mieszkania będzie zdecydowanie najmniejszy, jeśli uda nam się znaleźć coś w miarę budżetowego, to pozostałe wydatki nie będą tak duże.

Jak wygląda sprawa wstępów do muzeów i galerii?

Większość muzeów można zobaczyć za darmo, ponieważ mają jeden dzień w tygodniu, kiedy nie pobierają opłat. Czasami wiąże się to z kolejkami, albo koniecznością wcześniejszego zarezerwowania biletów online. Niestety takiego dnia nie ma największe nowojorskie muzeum, czyli Metropolita Museum of Art. Od zeszłego roku turyści muszą się liczyć z opłatą 25 dolarów za wstęp. W książce i na blogu zamieściłam listę muzeów i informacje jak zaplanować wyjazd aby zobaczyć je nie płacąc.

A Statua Wolności?

Wstęp kosztuje 18 dolarów, ale obejmuje prom, wejście do nowo otwartego muzeum Statuy oraz muzeum na Elis Island. Statuę jednak można obejrzeć płynąc promem kursującym na Staten Island. One są zupełnie darmowe i pływają przez całą dobę co pół godziny. Nie zobaczymy wówczas statuy z bliska, ale z promu jest naprawdę przepiękny widok na Manhattan.

Jak poruszać się po Nowym Jorku?

Najwygodniejsze jest metro. Jeśli spędzamy w mieście co najmniej 3 doby, opłaca się kupić nielimitowaną kartę na metro, która kosztuje 34 dolary, ważna jest przez tydzień i obejmuje wszystkie linie metra oraz autobusy. Mamy też miejskie promy, które kosztują 2.75, czyli tyle, co jeden przejazd metrem i można przepłynąć pod wszystkimi mostami pomiędzy Brooklynem a Manhattanem. Zamiast więc płacić 30-40 dolarów za prom wycieczkowy, polecam te miejskie, które też mają otwarty pokład widokowy

Gdzie tanio zjeść w NY?

Najtańsze jest Chinatown, gdzie można zjeść obiad nawet za 10 dolarów. Fajną opcją jest także polski Greenpoint, gdzie znajdują się bardzo dobre i niezbyt drogie restauracje.
Tanią opcją są też foodtrucki. One często prowadzone są przez bardzo dobre restauracje, a plusem jest to, że nie płacimy napiwku.

Te lokale prowadzą Polacy?

Tak, głównie przedstawiciele tej starszej emigracji, więc przygotowują tradycyjne, polskie dania. Panie z siateczkami na głowie lepią pierogi, można zjeść pysznego schabowego za 12 dolarów. Są też polskie bary mleczne.

Napiwek to konieczność?

Tak, trzeba pamiętać, że do ceny, którą widzimy w karcie, trzeba dodać 9% podatku plus minimum 15% napiwku, czyli cena będzie wyższa o prawie jedną czwartą.

A jeśli napiwku nie zostawimy?

Często zdarza się, że kelner potrafi wyjść za gościem i się dopomnieć. Napiwki są bardzo zakorzenione w kulturze Amerykanów i oni bardzo tego pilnują.

Jak Nowy Jork, to bar na dachu jednego z wieżowców. Można tam pójść po prostu na kawę?

Trochę się wycwanili i kawy zazwyczaj tam nie ma. Najtańszym alkoholem będzie piwo, za które w takim barze zapłacimy ok. 10 dolarów, a za drinka od 20 dolarów wzwyż. Są więc z reguły droższe, ale widok oferują wspaniały.

Ile twoim zdaniem potrzeba czasu, żeby móc powiedzieć, że choć trochę zwiedziło się Nowy Jork?

Myślę, że co najmniej 5 dni. 3 dni to minimum, by zobaczyć choć trochę samo miasto, a kolejne przeznaczyć na najważniejsze muzea. Oczywiście zdarza się, że ktoś ma na zwiedzanie mniej czasu. Są tacy, którzy przyjeżdżają tylko na jeden dzień i też da się coś zobaczyć.

Powiedziałaś, że prawdziwy Nowy Jork to nie Manhattan. Gdzie w takim razie pójść, żeby zobaczyć prawdziwe życie w nowojorczyków?

Ja bym polecała Brooklyn, który jest bardzo zdywersyfikowany etnicznie. Tam jest cała masa różnych nacji, które mieszkają w swoich mini dzielnicach, kultywując swoją kulturę i swój język. Aż 27% nowojorczyków nie mówi bowiem po angielsku.

Czy zdarza się, że jako przewodnik jesteś proszona o wycieczkę tematyczną?

Oczywiście. Ostatnio coraz więcej mam wycieczek skupionych na Instagramie

Co masz na myśli?

Grupa prosi mnie, żebyśmy przeszli po pocztówkowych miejscach, w których będą mogli sobie zrobić zdjęcie i wrzucić je na Instagram. Podczas takich wycieczek robię często za fotografa (śmiech). Oczywiście nieustająco popularnością cieszą się wycieczki śladami popularnych filmów.

Scenerie jakich filmów cieszą się największą popularnością?

Wśród polskich wycieczek cały czas „Seks w wielkim mieście”, „Kevin sam w Nowym Jorku”, „Przyjaciele”, którzy nie byli kręceni w Nowy Jorku, ale tam działa się akcja, „Masz wiadomość” i oczywiście „Ojciec Chrzestny”.

Zdarzają się inne tematy wycieczek?

Zdarza się, że tematem jest muzyka. Kiedyś zorganizowałam wycieczkę tylko po najmodniejszych nowojorskich barach dla pary restauratorów z Polski. Szukali inspiracji, aby otworzyć lokal w Polsce.

Moją ulubioną wycieczką jest całodzienna wycieczka po Brooklynie, po 6 dzielnicach różniących się nie tylko etnicznie, ale również pod względem dochodów. Wystarczy bowiem czasem przejechać kilka przystanków metrem, by mieć wrażenie, że wysiada się w zupełnie innym mieście. Z reguły zaczynam od Brooklyn Heights, które jest dzielnicą nowojorskiej arystokracji, później Dumbo - bardzo popularna, jedna z najdroższych dzielnic w nowym Jorku, która ma najpiękniejszy widok na Manhattan, a następnie jedziemy do brooklyńskiego Harlemu, czyli kolebki hip hopu i jazzu, gdzie nadal znajdują się także takie perełki, jak sklepy oferujące eliksiry o magicznym działaniu. Kolejny jest Bushwick – hipsterska dzielnica z otwartą galerią graffiti. Przejazd metrem na polski Greenpoint, a następnie chasydzki Williamsburg, gdzie ortodoksyjni chasydzi mieszkają tuż obok hipsterów i Latynosów. Nowy Jork to chyba jedyne miejsce na świecie, gdzie tak różne kultury żyją obok siebie w zgodzie.

Zdarza się, że turyści są Nowym Jorkiem zawiedzeni?

Zdarza się, jeśli ktoś myśli, że Nowy Jork to Dubaj. Ludzie często wyobrażają sobie, że jest to super nowoczesne miasto pełne wieżowców. Tymczasem drapacze chmur nie są kwintesencją tego miejsca. Nowy Jork jest mieszanką kulturową, co ma swoje ogromne plusy w postaci różnorodnej kuchni, kolorytu, inspiracji muzycznych, ale ma też minusy takie jak ten, że każda z tych kultur ma różne podejście do czystości. Nowy Jork jest brudny i trzeba to powiedzieć wprost.

Co poradzilibyście turyście, który pierwszy raz odwiedza Nowy Jork?

Robbie: Turyści często przyjeżdżają do tego miasta z listą rzeczy, które muszą zobaczyć. Rozumiem to oczywiście, ale żeby poznać prawdziwy Nowy Jork, trzeba się trochę po nim poszwendać, a najlepiej gdzieś zgubić i odkryć coś, czego niespodziewanego. Nie śpieszyć się zwiedzając.

Magda: Myślę że do wyjazdu należy się przygotować, zwłaszcza jeżeli podróżujemy z budżetem. Przykładowo w Nowym Jorku można mieć bardzo dobre i bardzo złe kulinarne doświadczenia za tę samą cenę. To nie jest Toskania, gdzie wszędzie zjemy bardzo dobrze, ale tez mamy najlepsze na świecie restauracje. Nowy Jork to nie jest łatwe miasto i często budzi bardzo skrajne emocje. Myślę że przygotowanie do wyjazdu decyduje o tym, że część osób uważa, iż to jest najwspanialsze miasto na świecie, a część odwiedzających nie chce już tu wracać.  Całą nasza wiedzę i doświadczenie zebraliśmy w książce „Z Nowym Jorkiem na NY” – nie jest to taki typowy przewodnika tylko raczej poradnik, co zrobić aby ten wyjazd był naprawdę niezapomniany.

MAGDALENA MUSZYNSKA - CHAFITZ
Licencjonowana przewodniczka po Nowym Jorku. Autorka bloga LittleTownShoes.com i przewodnika “Z Nowym Jorkiem na NY”. Z wykształcenia finansistka - zmieniła swój zawód o 180 stopni po przeprowadzce do Nowego Jorku w 2008 roku.

ROBBIE CHAFITZ
Przeniósł się do Nowego Jorku po studiach mając tylko $75. Pracował nad filmami z Woody Allenem, Robertem DeNiro i Robin Williams. Obecnie pracuje jako scenarzysta/reżyser.