Dziennik Gazeta Prawana logo

Hotel z piekła rodem. "Wszystkie historie wydarzyły się naprawdę. Wierzcie lub nie" 

13 lutego 2021, 08:00
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Hotel
<p>hotel</p>/Shutterstock
Narkotyki, prostytutki, libacja – o tym, co jeszcze dzieje się w polskich hotelach wiadomo niewiele. Oficjalnie organizowane są tam tylko chrzciny, wesela i inne imprezy okolicznościowe.

O, tym o co dzieje się tam nieoficjalnie pisze jeden z dyrektorów Robert O. (nie ujawnia pełnego nazwiska) w książce "Hotel z piekła rodem". Z powodów osobistych sam został zmuszony, by wynająć jeden z pokojów w zarządzanej przez siebie placówce; "gdzieś pod Warszawą".

Nago w wyścigu z gaśnicami

zastrzega Robert O. już na wstępie. Po czym przytacza relacje swoich pracowników dotyczące gości znajdujących się pod wpływem alkoholu i/lub narkotyków. A ci załatwiają potrzeby fizjologiczne do wanny, zlewu, na podłogę czy np. z okna 12 piętra ("Kobieta wypadła, zginęła na miejscu"). Śpią pod drzwiami swojego pokoju nago ("Ubrania, pozwijane i poprzewijane na drugą stronę, leżały wszędzie wokół"). Ganiają po korytarzach z odpalonymi gaśnicami. Gubią dzieci podczas chrzcin ("Wiecie co zrobili, jak się dzieciak znalazł? Tak się ucieszyli, że zamówili pizzę z jakieś sieci"). Zawsze są głośni („Ryczą jak łosie w okresie godowym”). Niektórzy kładą się nieprzytomni na chodniku przed hotelem, inni czołgają się po ulicy, a jeszcze inni wyją do księżyca lub np. wymiotują na wyścigi w windzie.

dodaje inny z pracowników.

Ale bywa też, że goście wyskakują nago przez okno – po spotkaniu z prostytutką w ten sposób uciekają przed żoną. Albo np. organizują – podczas przyjęcia weselnego – orgie na basenie. Nazywane potem "zamknięte pool party”.

Pozew radnego na fakturę

Inna kategorią są z kolei goście, które na każdym kroku podkreślają to, kim są ("Wiedziałam, że jest radnym, bo cały czas to powtarzał, jakbyśmy były głuche, albo głupie. Jestem radnym, co Pani dziś poleca?, Przepraszam, jestem radnym, w mojej zupie jest włos" – to już kolejna relacja.).

A jeszcze inną ci, którzy doszukują się dziury w całym i skarżą np. na rozmiar ziemniaków („Skończyło się na mailu i groźbie pozwu sądowego mówiącego o oszustwie”) lub oskarżają pracowników o kradzież. Tak, choćby parasolki.

Najgorsi są jednak, jeśli wierzyć historiom pracowników hoteli, ci z portfelami. Lekarze, prawnicy, biznesmeni. Dlaczego? Bo proszą o wystawienie faktury za imprezę okolicznościową, by mogli ją wrzucić w koszty a to gabinetu lekarskiego, a to np. kancelarii.

Syndrom wielkich panów i władców

Skąd to wszystko? Czym to tłumaczyć? Zdaniem pracowników hoteli, z którymi współpracował Robert O. powód jest jeden: w hotelach ludzie nie udają.

- tłumaczy.

Polska, jak zastrzega, ma być jednak pod tym względem wyjątkiem. Kiedy pracował i uczył się w Stanach Zjednoczonych najdziwniejszym gościem hotelowym był mężczyzna, który straszył recepcjonistki z prześcieradłem narzuconym na plecy.

– przypomina sobie. 

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj