Dziennik Gazeta Prawana logo

Symfonia piasku, wiatru i wody. Oto Mierzeja Kurońska

18 czerwca 2011, 18:19
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Symfonia piasku, wiatru i wody. Oto Mierzeja Kurońska
Inne
Mierzeja Kurońska jest na tyle szczególna, że warto ją zobaczyć, tak jak Włochy lub Hiszpanię, jeżeli chce się dostarczyć duszy wspaniałych widoków – tak na początku XIX w. pisał o tym miejscu znany naukowiec niemiecki Wilhelm Humboldt.

Ruchome wydmy, przekraczające 50 m wysokości, nieustannie zmieniający się pustynny krajobraz, kolorowe, drewniane domki w ukwieconych ogrodach, piaszczyste plaże, dziewiczy bór, dzika zwierzyna, żaglówki na zalewie i windsurferzy, unoszący się na morskich falach - to symbole litewskiego odcinka Mierzei Kurońskiej, wciąż czekającej na odkrycie przez polskich turystów.

Turystom, płynącym statkiem wzdłuż brzegu mierzei od strony zalewu, mijającym miejscowość Juodkrante, ukazuje się niesamowity widok. W oddali za zabudowaniami piętrzą się potężne i groźne zwały piaszczystych, ruchomych wydm. Wielokrotnie przewyższają one wysokość okolicznych domostw. Te góry piasku już nie raz pokazały, jak bardzo potrafią być groźne i nieobliczalne: w przeszłości zasypały na Mierzei Kurońskiej aż 14 wiosek. Stało się tak, gdy rabunkowo zaczęto wycinać tutejsze lasy, tym samym wyzwalając żywioł powstający z połączenia wiatru i piasku, którego nie była w stanie powstrzymać żadna przeszkoda. Bez trudu zasypywały one tutejsze wioski.

Statek wycieczkowy mija Nidę, miejscowość która trzykrotnie zmieniała swoją lokalizację, uciekając przed zasypaniem przez piękną lecz groźną wydmę. Pasażerowie podziwiają wysokie na kilkadziesiąt metrów piaskowe góry, zsypujące się nieopodal tutejszego portu w spokojne wody zalewu. W pewnym momencie kapitan pokazuje turystom boję, unoszącą się na wodzie jakieś dwieście metrów przed dziobem statku. "Tam jest rosyjska granica" - mówi i zawraca jednostkę do portu w Nidzie.

Wędrówka po wydmie

Wśród turystów, którzy wysiadają ze statku, przeważają Niemcy, Rosjanie i Skandynawowie. Jest też mała grupka przybyszów z Polski. Przewodniczka prowadzi wszystkich na pobliską, ponad 40 metrową wydmę. Widać stąd bezkresne, piaszczyste przestrzenie, ciągnące się daleko poza rosyjską granicę. Szeroką na kilkuset metrów wstęgę półwyspu omywają z lewej strony ciche wody Zalewu Kurońskiego. Białe plaże, znajdujące się po przeciwnej stronie mierzei, skąpane są w spienionych falach Bałtyku.

W odległości kilku kilometrów widać mały, czarny punkcik poruszający się na piaskowej równinie od zalewu w stronę morza.

"To rosyjski pogranicznik" - tłumaczy turystom litewska przewodniczka.

Azyl artystów

Wcześniej był to obszar zamknięty, gdyż stacjonowały tu wojska radzieckie. Do dziś Mierzeja jest podzielona pomiędzy Rosję i Litwę. Południowa część półwyspu wchodzi w skład należącego do Rosji obwodu kaliningradzkiego, północna, o długości 52 km, położona jest na terytorium Litwy.

Jadący na Mierzeję turyści mijają drogowskazy z nazwą Neringa. Na miejscu przekonują się, że faktycznie nie ma takiego miasteczka. Neringa, po litewsku „mierzeja”, jest tylko nazwą administracyjną, wspólną dla pięciu litewskich miejscowości, rozciągniętych na przestrzeni 40 km: Alksnyné, Nida, Preila, Pevalka i Juodkrante.

"Litewską część półwyspu zamieszkuje zaledwie 2700 osób, ale rocznie przyjeżdża tu 700 tys. turystów" - tłumaczy przewodniczka Alesia. Niewielkie miejscowości Alksnyné, Preila i Pevalka i Juodkrante łączą w sobie charakter rybackich osad i eleganckich, letniskowych wiosek. Nida to największa miejscowość, która od XIX w. zasłużenie nosi miano kurortu. Już od stu lat jest ona licznie odwiedzana przez Niemców, Skandynawów oraz litewskie elity. Wypoczywali tu m.in. Zygmunt Freud, Jean-Paul Sartre, a niemiecki pisarz Tomasz Mann, laureat nagrody Nobla, miał tu nawet swój dom, w którym obecnie znajduje się muzeum jego imienia.

Również współcześnie przyjeżdżają na Mierzeję artyści. Co roku odbywają się tu plenery malarskie i rzeźbiarskie. Widocznym efektem ciągłej obecności rzeźbiarzy są liczne kamienne i drewniane figury, zdobiące nadmorskie bulwary i promenady.

Architektura na półwyspie zaskakuje, a zarazem zachwyca turystów. Jest swoistą mieszaniną wpływów skandynawskich i pruskich. Zabudowę poszczególnych miejscowości tworzą drewniane, malowane na ceglasty, niebieski lub sporadycznie żółty kolor rybackie chaty, typowe dla skandynawskiej architektury oraz stare, stylowe wille. Obrzeża dachów, krytych strzechą lub czerwoną dachówką, obite są biało-niebieskimi, misternie rzeźbionymi listwami. Tutejsze chaty toną w zieleni przydomowych sadów i ukwieconych ogrodów.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj