Na jaw wyszło, że w biurze komisarza, którego zadaniem było ratowanie Pompejów, doszło do malwersacji i licznych nieprawidłowości finansowych.

Od kilku dni we Włoszech alarmowano, że to, czego na terenie starożytnego miasta u podnóża Wezuwiusza nie zniszczył wybuch tego wulkanu w 79 roku naszej ery, może teraz runąć w każdej chwili, w rezultacie braku funduszy na konserwację i pogarszającego się stanu ruin zabytków. Ostatnio doszło do spektakularnych zdarzeń w Pompejach - zawalił się m.in. Dom Gladiatora, posypały się fragmenty murów innych zabytków.

Reklama

Jak oszacowali eksperci, pilnych prac konserwacyjnych wymaga niemal połowa wszystkich obiektów na terenie znanych na całym świecie wykopalisk.

W uroczystej inauguracji prac, którym nadano nazwę Wielki Projekt Pompeje, udział wezmą ministrowie rządu Mario Montiego oraz unijny komisarz do spraw polityki regionalnej Johannes Hahn. - W przypadku Pompejów stawka jest wysoka, a my zrobimy wszystko, co w naszej mocy, by pomóc włoskim władzom - zadeklarował Hahn w wywiadzie dla agencji Ansa.

Nie wiadomo jeszcze, jak długo potrwa pierwsza tak gruntowna konserwacja całego obszaru. Pewne jest natomiast, że w jej trakcie niektóre części ruin starożytnego miasta będą niedostępne dla zwiedzających.

Tymczasem we wtorek ogłoszone zostały rezultaty śledztwa prokuratury w sprawie nieprawidłowości w zarządzaniu publicznymi funduszami na utrzymanie terenu wykopalisk i wykonanie niezbędnych prac. Według śledczych specjalny komisarz do spraw Pompejów, którego zadaniem było zatrzymanie procesu ich degradacji, wydawał pieniądze wyasygnowane na ten cel na meble dla tamtejszej sceny teatralnej. Sumę blisko 5 milionów euro komisarz przeznaczył na wykonanie przez jedną z prywatnych firm robót, które nie były w ogóle konieczne, zwłaszcza w obliczu fatalnego stanu wielu budynków i ich pozostałości.

Ponadto prokuratura stwierdziła, że nawet o 400 proc. zawyżano wartość wykonanych prac w fakturach, za które potem pieniądze zwracało zarządowi komisarycznemu ministerstwo kultury Włoch.