Hollokoe – wioska zamieszkana przez węgierską grupę etniczną Paloców – została wpisana na listę UNESCO w 1987 r. Słynne są tutejsze stroje ludowe – m.in. spódnice na kilku wykrochmalonych halkach i wyszywane koralikami kobiece nakrycia głowy z frędzlami - a także tradycyjna zabudowa, której korzenie sięgają XVII w. W Hollokoe jest też XIII-wieczny zamek.

- Najpopularniejszą atrakcją podczas festiwalu jest oczywiście śmigus dyngus. To zwyczaj poniedziałkowy, ale ponieważ zainteresowanie nim bardzo wzrosło i każdy chciałby go zobaczyć, polewamy też w niedzielę – powiedział PAP główny organizator festiwalu wielkanocnego i dyrektor spółki zajmującej się pielęgnowaniem dziedzictwa światowego w Hollokoe, Peter Kelecsenyi.

W Hollokoe największe polewanie obywa się w poniedziałek rano. Uczestniczy w nim około 80-100 mężczyzn, w tym tancerze z zespołów ludowych, także z sąsiednich wiosek oraz dzieci. Woda leje się wiadrami, ale tylko na chętnych. Turystki często biorą ze sobą specjalnie na tę okazję ubranie na zmianę. Inni są moczeni symbolicznie – przez pogłaskanie ręką zanurzoną w wodzie.

W Wielki Piątek – który jest na Węgrzech od niedawna dniem wolnym od pracy – festiwal rozpoczął się od wystawienia straganów z miejscowymi wyrobami. Otwarte są także dwa tutejsze muzea: w jednym pokazano tradycyjne stroje, w drugim wyposażenie izby z początku XX w. oraz tradycyjne narzędzia. Na straganach można obejrzeć lub kupić wyroby wiklinowe, miejscowe koronki, miody i powidła, np. z pigwy oraz oczywiście pisanki.

Piroska Pethoe, która sprzedaje wykonane przez siebie tradycyjne pisanki, mówi, że technika ich wykonania nieco się unowocześniła. Pusta skorupka z dziurką jak dawniej maczana jest w czerwonej farbie, ale wzór wyskrobuje się już w inny sposób.

- Kiedyś robiono to gwoździami, teraz mam specjalne elektryczne wiertełko, przypominające dentystyczne – mówi PAP. Tutejsze pisanki tradycyjnie mają szlaczek opasujący jajko od góry do dołu, a czasem na dwóch powstałych w ten sposób polach dodaje się jeszcze jakiś ornament. - Moje pisanki mają wzory nawiązujące do naszych tradycyjnych haftów. Każdą zdobię inaczej – opowiada.

Chętni moją także nabyć nowoczesne pisanki, w tym duże, z gęsiach jaj. Dla dzieci przygotowano warsztaty malowania pisanek. W tym przypadku technika wykonania jest inna – najpierw dzieci nanoszą wzór rozpuszczonym woskiem, potem zanurzają jajko w farbie i wreszcie wosk jest rozpuszczany nad płomieniem świecy.

- Wioska jest chrześcijańska, więc piątek jest dla nas jednym z dni najsurowszego postu. Gotujemy także nasze tradycyjne dania postne, takie jak zupa fasolowa z zasmażką maślaną, bez mięsa. Albo kluski z makiem na słodko - mówi Kelecsenyi.

W sobotę swoje firmowe danie – knedle ze śliwkami - zaprezentują gościnnie mieszkańcy pobliskiej wioski Ketbodony zamieszkanej przez mniejszość słowacką. - Będą je przygotowywać, śpiewając tradycyjne przyśpiewki. Kilku okolicznym wsiom zaproponowaliśmy podobną współpracę – dodaje Kelecsenyi.

Na Węgrzech wierzyło się, że kościelne dzwony przed Wielkanocą "wyjeżdżają do Rzymu" i wracają dopiero na zmartwychwstanie Jezusa. Na czas ich nieobecności były zastępowane przez kołatki. W sobotę będzie można zobaczyć, jak chłopcy schodzą się z różnych punktów jedynej ulicy wioski, uderzając w kołatki, by wezwać wiernych na mszę.

Wioska liczy niewiele ponad 300 mieszkańców, a odwiedzana jest rocznie przez 80-100 tys. osób. 10-15 tys. przyjeżdża na festiwal wielkanocny.

Większość mieszkańców Hollokoe, a nawet okolicznych wsi, żyje z turystyki. - Półtora roku temu powstał 4-gwiazdkowy hotel, tworząc sporo nowych miejsc pracy. Dzięki temu wydłużył się czas pobytu turystów w wiosce. To dla nas bardzo ważne, żeby miejscowi mogli tu znaleźć pracę i pozostać – mówi Kelecsenyi. - Nie jesteśmy skansenem, to żywa wioska.