W Polsce z usług touroperatorów korzysta 5 proc. turystów. Na Zachodzie – powyżej 25 proc. Nie oznacza to, że branża jest w znakomitej kondycji.

W ubiegłym roku w Wielkiej Brytanii upadło aż 41 touroperatorów. Problemy z płynnością miały przede wszystkim firmy specjalizujące się we wczasach w państwach Bliskiego Wschodu, ogarniętych zamieszkami lub ich groźbą, a także Tajlandii, którą nawiedziła katastrofalna w skutkach powódź.

Brytyjczycy masowo zmieniali miejsce na spędzenie wakacji; krajowe ośrodki zyskały 7 proc. więcej turystów. Ze względu na rosnącą liczbę bankructw deficyt Air Travel Trust Fund, który opłaca m.in. sprowadzanie klientów feralnych biur podróży do kraju, wzrósł o 1/3. W tym roku dzięki spokojniejszej sytuacji na świecie dziurę budżetową ATTF udało się ograniczyć o połowę.

Do fali bankructw doszło w tym roku w Czechach. Upadło pięć biur podróży, z których każde w chwili ogłoszenia upadku miało za granicą po kilkuset turystów.

Część klientów, m.in. specjalizującej się w organizacji wczasów w Bułgarii BG Travel, została wyrzucona z hoteli ze względu na nieuregulowane rachunki. Czeskie media domagają się, zaostrzenia przepisów związanych z prowadzeniem biur podróży, tak by firmy będące na granicy upadku miały problemy z przedłużeniem licencji.

Świadkiem spektakularnego upadku byli też Rosjanie. Tamtejsze media w styczniu żyły historią upadku Łanta-Tur Wojaż, jednego z najstarszych i największych rosyjskich biur podróży. Za granicą utkwiło 9,5 tys. Rosjan, także w tak odległych państwach, jak Indie, Indonezja czy Tajlandia.

Łanta oszukiwała klientów już na etapie zawierania umów, nie księgując przyjmowanych pieniędzy. Wskutek tego blisko połowa klientów nie miała wykupionego ubezpieczenia, nie mogli więc liczyć na pomoc, gdy byli wyrzucani z hoteli na bruk. Skandal wykorzystał w kampanii prezydenckiej Władimir Putin, skłaniając do pomocy turystom państwowy bank WTB. W efekcie w maju Duma utworzyła specjalny fundusz, z którego będzie wypłacana pomoc, w przypadku gdy turysta po bankructwie nie ma za co wrócić do domu. Instytucja ma być finansowana ze składek touroperatorów (0,1 proc. obrotów), jednak zacznie działać dopiero w 2013 r.

Z kolei turyści z państw UE są objęci dyrektywą nakładającą na państwa członkowskie obowiązek wprowadzenia gwarancji na wypadek upadku operatora. Biura turystyczne są zobowiązane do posiadania ubezpieczenia. W pierwszej kolejności ubezpieczyciel opłaca powrót poszkodowanych klientów do kraju. Zwrot pieniędzy jest jednak uzależniony od wysokości ubezpieczenia. Do rzadkości należą więc przypadki, w których turysta odzyskuje całość poniesionych nakładów.