Ulewa, która nawiedziła we wtorek Zjednoczone Emiraty Arabskie, trwała przez całą dobę i przyniosła najwyższy wynik opadów w 75-letniej historii pomiarów. Strugi deszczu praktycznie sparaliżowały Dubaj, odcinając niektóre dzielnice, jej mieszkańców i tysiące turystów od reszty świata. Polscy turyści dosłownie koczowali na międzynarodowym lotnisku bez leków, bez pieniędzy.

Reklama

Chaos na lotnisku. "Linie zostawiły nas samym sobie"

Żywioł zaatakował z takim impetem, że woda wdzierała się do domów, a nawet do mieszkań w wieżowcach. Drogi były nieprzejezdne i zakorkowane. Dopiero w czwartek po południu ponownie ruszyło metro, za to nie kursowała większość autobusów i taksówek. Jak podaje Polsat News, w wyniku ulewnych deszczy w ZEA zginęła jedna osoba, a w Omanie zginęło co najmniej 19 osób.

Międzynarodowe lotnisko w Abu Zabi, stolicy ZEA, czasowo wstrzymało ruch po tym, jak pasy startowe znalazły się pod wodą. W czwartek wznowiło rejsy, ale zapanował niewyobrażalny chaos, który sprawił, że wielu turystów musiało w nieskończoność oczekiwać na lot lub rozpaczliwie szukać swoich bagaży. Nie brakowało wśród nich Polaków, w tym podróżnych, którym po spędzeniu 27 godzin w terminalu, biuro podróży zarezerwowało miejsca w hotelu.

"Linie zostawiły nas samym sobie. Zaproponowali nam lot 23 kwietnia, ale przecież nam się kończą urlopy, nie mamy opieki dla dzieci. Sami kupiliśmy sobie bilety do Warszawy, innymi liniami i z innego lotniska, ale nie sposób wydobyć teraz naszych bagaży" — mówiła PAP jedna z turystek, pani Maria. "Linie twierdzą, że bagaże są na lotnisku, ale kolejne godziny stoimy w kolejkach do biur informacji i nikt nie jest nam w stanie pomóc" – dodała.

"Najgorsze, że nasi znajomi odlecieli dziś z tego lotniska do Warszawy i przekazali nam, że samolot był w połowie pusty. A dla nas jest jedynie lot za pięć dni. Chaos nie do opisania" — żaliła się w rozmowie z PAP pani Nina.

Na szczęście na Okęciu wylądowały już samoloty linii Emirates oraz FlyDubaiz Dubaju z polskimi turystami na pokładzie.

Reklama

Turyści proszą o pomoc polską policję. "Zabierzcie nas stąd"

Zdesperowani podróżni zwrócili się już nawet o pomoc do polskiej policji. Jak podał portal nto.pl, w piątek nad ranem do opolskich policjantów dotarł alarmujący mail od polskich turystów. Poinformowano w nim, że grupa 90 osób z Opola i Poznania koczuje na lotnisku w Dubaju.

"Prosimy o pomoc, tu nami nikt się nie zajmuje, jesteśmy bez leków, ludziom kończą się pieniądze, butelka wody kosztuje w przeliczeniu 18 zł. Biura Rainbow i Itaka kompletnie się nami nie zajmują, odstawili na lotnisko. […] Prosimy, zabierzcie nas stąd" – cytował maila serwis nto.pl.

W Dubaju woda wdzierała się do domów, a nawet do mieszkań w wieżowcach, pod wodą znalazły się drogi / PAP

Informację o otrzymaniu takiego maila serwis potwierdził w Komendzie Miejskiej Policji w Opolu. Funkcjonariusze zapewnili, że "zgodnie z odpowiedzialnością przekazali informację na ten temat do urzędu marszałkowskiego", który interweniuje w sytuacji, kiedy przebywający za granicą turyści znajdą się w kłopotach, a organizator wycieczki nie chce lub nie może im pomóc.

"Jesteśmy w kontakcie z biurem podróży Itaka. Z informacji, które otrzymaliśmy, wynika, że problem dotyczy grupy kilkunastu ich turystów i w tej chwili mają oni opiekę" – poinformowała cytowana przez serwis Violetta Ruszczewska z urzędu marszałkowskiego Opolu. "Nasz departament sportu i turystyki monitoruje sytuację, więc będziemy sprawdzać, jak ona się rozwinęła" -dodała.

Biuro podróży zapewnia: Turyści są zaopiekowani

Zareagowało już także biuro podróży, które zorganizowało podróż.

"Klienci Biura Podróży Itaka dotknięci problemami logistycznymi w Dubaju, są zaopiekowani. Mamy z nimi kontakt telefoniczny, mailowy lub przez Messenger" – zapewniła redakcję nto.pl Ewa Maruszakz Itaki. "Dla większości naszych klientów mamy już zmieniony przelot powrotny do Polski. […] Powroty do Polski są zaplanowane w terminach od 19 do 21 kwietnia. Część klientów zmieniła wcześniej rezerwacje samodzielnie na lotnisku z linią lotniczą i są już w Polsce lub w trasie. Sytuacja jest dynamiczna" - podkreśliła.

Przedstawicielka biura podróży zapewniła, że podróżnicy zmuszeni oczekiwać na rejs powrotny, zgodnie z ustawą mają zagwarantowane noclegi na 3 noce. "Kilka osób samodzielnie załatwiło sobie nocleg. Zostali oni poinformowani o konieczności zabrania rachunku lub faktury, w celu uzyskania zwrotu za 3 noclegi" – wyjaśniła Maruszak.

Z kolei biuro podróży Rainbow poinformowało redakcję nto.pl, że w przypadku ich turystów problem rozwiązał się w piątek 19kwietnia przed południem. "Grupa […] dzisiaj ok. 10:20 wyleciała do Polski. Powódź w Dubaju spowodowała opóźnienia wielu lotów i konieczność zmian rozkładów dla praktycznie wszystkich przewoźników" – przekazała Marta Góral z Rainbow Tours.