Władze Capri wprowadziły twardy limit dla biur podróży. Od teraz żadna grupa zorganizowana nie może przekroczyć liczby 40 uczestników. Burmistrz Paolo Falco podpisał rozporządzenie, które ma rozładować gigantyczne korki w wąskich alejkach wyspy. Władze ostrzegają, że obecny poziom zatłoczenia zagraża bezpieczeństwu, szczególnie w okolicach portu i nabrzeża.
Zmiany na Capri. Cisza w eterze i zakaz używania parasolek
Nowe prawo zmienia sposób pracy przewodników. Jeśli grupa liczy powyżej 20 osób, każdy uczestnik musi otrzymać słuchawki. Dzięki temu opowieści o historii wyspy nie będą zakłócać spokoju innym przechodniom.
To jednak nie koniec zmian. Przewodnicy nie mogą już podnosić w górę parasolek, chustek ani przypadkowych przedmiotów, by oznaczyć swoją obecność. Muszą używać wyłącznie estetycznych tabliczek. Mają też pilnować, aby ich podopieczni nie blokowali całej szerokości ulic i nie utrudniali ruchu mieszkańcom.
Capri walczy o swój elitarny charakter
Wyspa od lat zmaga się z tzw. overtourismem. W letnie dni na Capri dociera nawet 50 tysięcy turystów. Lokalne władze od dekad starają się zachować wyjątkowy klimat tego miejsca. Warto przypomnieć, że Capri ma długą historię nietypowych zakazów. Już w latach 50. i 60. ubiegłego wieku zabroniono tam chodzenia po ulicach w głośnych, drewnianych chodakach, słuchania głośnej muzyki z radia, organizowania nocnych biesiad i pikników w miejscach publicznych.
Biznes i mieszkańcy popierają zmiany
Nowe rozporządzenie spotkało się z entuzjazmem lokalnych przedsiębiorców. Prezes stowarzyszenia handlu, Luciano Bersani, nazywa to "pierwszym ważnym krokiem" w stronę uratowania wyspy. Zadowoleni są również hotelarze. Lorenzo Coppola, szef federacji branży hotelarskiej, podkreśla, że nowe zasady to akt odpowiedzialności, który sprawi, że Capri znów stanie się miejscem przyjaznym do życia.